konkurs link

newsletter

  • 5.7.2020, Imieniny obchodzą: Karolina, Antoni, Filomena
 
 

Siła kibiców, czyli 14. Poznań Maraton

Siła kibiców, czyli 14. Poznań Maraton

To były jedne z ciekawszych zawodów w jakich miałam okazję kibicować mojemu mężowi –Marcinowi. Poznań Maraton już na stałe wpisał się w kalendarz najważniejszych wydarzeń w Pyrlandii,  a sami mieszkańcy traktują to wydarzenie niemal jak święto. Nie ma się zatem co dziwić, że organizatorzy zrobili wszystko, co w ich mocy, aby zawody  odbyły się wzorowo. I to im się udało.

Poznań jest mi bardzo bliski. Mój mąż pochodzi z Poznania i tutaj go poznałam – to w Poznaniu spędziłam prawie 10 cudownych lat swojego życia i zawsze wracamy do tego miasta z wielkim sentymentem i radością. Wyjazd na poznański maraton był więc czymś oczywistym, ale także pewnym długiem wobec  Pyrlandii, ponieważ dwa lata wstecz Marcin startował tylko w warszawskich maratonach. Byłoby zatem wielce niesprawiedliwe choć raz nie wystartować w „naszym mieście”.  Zatem nie zastanawiając się, spakowaliśmy walizki i ruszyliśmy w drogę na Poznań Maraton.
 

Poznański ratusz


W zasadzie Poznań odwiedzamy co rok przy różnych okazjach, jednak małe dziecko i ograniczenia czasowe nie zawsze pozwalały nam wychylać  nosa dalej niż poza rodzinny dom. Tym razem uznaliśmy, że poznański maraton to dobra okazja, aby to zmienić. Do Poznania przyjechaliśmy więc dzień wcześniej i po raz pierwszy od 4 lat postanowiliśmy zrobić sobie małą wycieczkę;  wieczorem udaliśmy się na ul. Półwiejską, św. Marcina oraz Stary Rynek i, co zabawne, jak turyści robiliśmy zdjęcia i podziwialiśmy jak zmieniła się ta część Poznania, szczególnie ul. św. Marcin, na której postawiono ogromne – w moim odczuciu dość futurystyczne –  centrum handlowe (w tym miejscu stały kiedyś obskurne pawilony). Jednak Poznań nadal zachował swój specyficzny klimat –   wąskie, stare uliczki, brukowe drogi, kamienice i budynki  obrośnięte bluszczem. I chwała mu za to!
 

Poznański Stary Rynek nocą
 

Kolejna część wieczoru przed maratonem upłynęła nam na przygotowaniach, czyli organizacji niezbędnych rzeczy do biegu i oczywiście spożyciu odpowiednio dużej ilości jedzenia – mój  ulubiony punkt przygotowań dzień przed długodystansowymi zawodami – w której to czynności dzielnie pomagałam z synkiem Marcinowi; był zatem obowiązkowo makaron w różnej postaci, a obok makaronu,  makaronu i makaronu, banany, nutella, kabanosy,  itd.
 

Przedmaratońska wyżerka


Następnego dnia wstaliśmy skoro świt i gorączkowo zaczęliśmy organizować się do wyjścia. Pogoda okazała się idealna do biegu – ani za ciepło, ani za zimno, bez deszczu i bez słońca. W drodze na start, w dużej mierze zamknięte miasto, wydało nam się senne, puste i takie spokojne. Na miejscu chcieliśmy być najpóźniej o godz. 8.30 (start zawodów 9.00) – i  udało się.
 



W maratonie brał udział także Prezydent Miasta Poznania – Ryszard Grobelny


Po dotarciu na start od razu uderzyła nas energia i atmosfera tam panująca, w tej części miasta życie tętniło; zawodnicy i kibice kłębili się przed startem – wszyscy w doskonałych humorach; energiczna muzyka puszczona z głośników powoli rozgrzewała zawodników, ale prawdziwa rozgrzewka dopiero miała się rozpocząć. Tuż przed godz. 9, małych i dużych, kibiców i zawodników rozgrzała  – podobno już legendarna – instruktorka fitness.
 

Jest dobrze! - humory dopisywały maratończykom
 

Punkt 9:00 wraz ze strzałem startera wystrzeliły także fajerwerki, a z głośników poleciała wzniosła muzyka – Rydwany Ognia – rozpoczął się 14. Poznań Maraton.
 

Tuż przed startem


W oczekiwaniu na tatę pokręciliśmy się trochę po okolicy. W Centrum Targowym odbywały się małe targi sportowe, które chwilę zwiedzaliśmy. Było jeszcze dość wcześnie – miasteczko zawodów dopiero budziło się do życia, więc postanowiliśmy udać się do babci na pyszne śniadanko. A niecałe dwie godziny później, uzbrojeni w trąbki, postanowiliśmy wrócić, aby ustawić się przy mecie i dzielnie czekać na tatę oraz przy okazji kibicować innym zawodnikom.
 

Cisza przed burzą – jeszcze pusta i czekająca na maratończyków meta


Jakie było nasze zdziwienie, kiedy w drodze na metę zobaczyliśmy tłumy kibiców, którzy ustawili się na trasie. Bez sentymentu, napiszę, że poznańscy kibice są najlepsi jakich do tej pory widziałam – co za doping i energia! Kibicowali wszyscy: mali i duzi, starzy i młodzi; w rękach dzierżyli pompony, klepaczki, transparenty, a nawet bębny  (przykładowe hasła z transparentów: „Nie wyżyłeś się na żonie, to się wyżyj w maratonie!”, „Ból jest przejściowy, duma trwa wiecznie!”). Na trasie dla zawodników grały także kapele muzyczne.  Czuć  było ten doping, optymizm, tę atmosferę, radość, i energię;  całe  miasto żyło maratonem – to było cudowne uczucie.

Około godziny 13. chcieliśmy z synkiem ustawić się możliwie najbliżej mety, ale w okolicach barierek było już bardzo dużo kibiców i początkowo nie mogliśmy przecisnąć się przez tłum (ludzi było tak dużo, że momentami bałam się, że cała barierka z kibicami runie na ziemię). Jednak za wszelką cenę chcieliśmy być na mecie i wypatrywać naszego maratończyka. Przeciskaliśmy się więc dzielnie przez tłum, aż w końcu jakiś miły starszy pan, udostępnił nam miejsce przy samej barierce, tuż przed metą – w tak dobrym miejscu byłoby grzechem nie zedrzeć sobie gardła, kibicując wbiegającym na metę maratończykom,  co też  z zapałem uczyniliśmy.              
 



Do mety już niedaleko


Po 3 godzinach i 48 minutach biegu  na metę wbiegł nasz maratończyk. Co to była za radość!  Tatuś dzielnie pobił swój rekord z dwóch poprzednich maratonów prawie o 16. minut – brawo!  

Dumni i szczęśliwi, po krótkim odpoczynku, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i udaliśmy się na domowy rosół babci.

 

Moi bohaterowie na mecie
 

Organizacja, oprawa zawodów i kibice, sprawiły, że poznański maraton okazał się dla nas największym zaskoczeniem na przestrzeni tych ostatnich trzech biegowych lat. Jakże miło, że takie zawody odbywają się w mieście, które bardzo sobie cenimy. Jesteśmy dumni z Poznania i kibiców (którzy powinny być wzorem dla innych) – dziękujemy Wam za to, jaką atmosferę stworzyliście wokół tej imprezy! I my już wiemy, że na poznańskich zawodach będziemy co rok, a jeśli Ciebie jeszcze tam nie było – zrób to koniecznie!

Serdecznie gratulujemy wszystkim zawodnikom  ukończenia  biegu – do zobaczenia za rok.

Tekst i fotografie - Magda Zaporowska


 
Opublikowano w: Relacje z wydarzeń

Czytaj także

Święto Niepodległości na szamotulskim Orliku

Jak można się świetnie i na sportowo bawić podczas Święta Niepodległości, pokazały rodziny z Szamotuł. Zorganizowano dla nich imprezę rodzinną pod nazwą "Szamotuły Biało-Czerwone". Z zaproszenia skorzystało kilkanaście rodzin, które równo w południe zjawiły się na szamotulskim Orliku.

LOTTO Poland Bike Marathon: finał z rekordem w Wawrze

LOTTO Poland Bike Marathon 2013 na mecie z fantastycznym rekordem frekwencji. W warszawskim Wawrze został rozegrany dwunasty i zarazem ostatni etap piątego sezonu cyklu wyścigów amatorów jazdy na rowerach górskich, którego organizatorem jest Grzegorz Wajs. Frekwencja znakomita. Rekordowa liczba prawie tysiąca osób stanęła na starcie zawodów pod hasłem „Życie czeka” na terenie Instytutu „Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka” w Międzylesiu.

200 krajów na świecie, 25 miast w Polsce uczestniczyło w obchodach Międzynarodowego Dnia Jogi

200 krajów na świecie, 25 miast w Polsce uczestniczyło w obchodach Międzynarodowego Dnia Jogi. Na całym świecie, już po raz trzeci, wspólnie świętowaliśmy Międzynarodowy Dzień Jogi, w tym roku hasło przewodnie to Joga na stres. Główne obchody w Polsce odbyły się 25 czerwca na warszawskim Polu Mokotowskim - ponad 20.000 osób świętowało podczas całodniowego pikniku rodzinnego. 

Play time is back! – pokaz letniej kolekcji butów marki Keen CNX w Mivo Kids

Obchodząca swoje 10 urodziny amerykańska marka z Portland w Polsce znana jest od kilku lat, głównie w kręgach miłośników dosłownie pojmowanego outdooru. Hasło (misja) tej niezwykłej marki „Play time is back”, jako outdoor taraktuje każde miejsce bez sufitu: park, patio, plac zabaw, karząc swoim fanom i użytkownikom cieszyć się każdą chwilą spędzoną na wolnym powietrzu.

Dla każdego coś miłego - relacja z XV Pikniku Olimpijskiego

7 czerwca odbył się w Warszawie, na Kępie Potockiej, XV Piknik Olimpijski. W tym roku pogoda dopisała i pozwoliła zaspokoić niedosyt spowodowany zeszłorocznym oberwaniem chmury i burzą z gradem. Na ogromnym terenie zlokalizowano kilkadziesiąt namiotów i stoisk, ukazujących działalność rozmaitych związków sportowych, reprezentujących wiele dyscyplin. Niemal wszędzie można było poznać zasady danej dyscypliny i na własnej skórze spróbować. Co szczególnie podobało się najmłodszym.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

UWAGA! Ten serwis używa plików cookies i podobnych technologii. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na to. Więcej informacji o plikach cookies w dziale Regulamin.